poniedziałek, 24 października 2011

Warszawa, koniec października

Mam nieodparte wrażenie, że straciłam jakoś chęć do pisania bloga.

A przynajmniej tego bloga.

Prawdopodobnie dlatego, że ostatnie parę tygodni zajmowało mi kursowanie na linii Warszawa - Poznań, nie do końca jeszcze wiem na pewno, gdzie mieszkam, bo moje poznańskie mieszkanie właściwie stoi sobie tak, jak z niego wyszłam we wrześniu z walizką i bywam w nim raz na tydzień. W Warszawie nie mam jeszcze, wobec tego, swoich książek i drobiazgów oprócz komputera, czterech misiów i torby włóczek. Poza tym zajmuję się szukaniem w Warszawie pracy.

W sensie, miejsca do uprawiania drugiego z moich zawodów wyuczonych, czyli Body Control Pilates®.

I chcąc nie chcąc, rozejrzałam się trochę po rynku "pilatesa" w Polsce.

To, co oferują polskie kluby fitness albo inne tego typu miejsca jako "pilates" ma się do Metody tak, jak torebki "robione na Hermesa" mają się do autentycznej Birkin Bag. Albo jak wyroby czekoladopodobne, jadane w PRL, miały się do belgijskiej czekolady. Niekompetencja "instruktorów" jest druzgocąca: wczoraj natknęłam się na zdjęcia z zajęć "Pilates w parku", gdzie pani, która zajęcia prowadziła, radośnie i bez skrępowania prezentowała totalny, kompletny i absolutny brak zrozumienia, przyswojenia i umiejętności zaprezentowania podstawowej w Metodzie rzeczy, a mianowicie pozycji neutralnej kręgosłupa. Na wszystkich zdjęciach ma babsko przeprost w dolnym odcinku kręgosłupa, kolana zablokowane. W sumie pal sześć, niech sobie ma, jeśli potrafi dobnrze klienta ustawić. Ale kobietki, które z nią ćwiczą, robią makabryczne błędy i krzywdę sobie, które dowodzą, że nauczycielka ni chuja nie wie, czego uczy, bo przy dobrym pilatesie nawet nie stała.

I to jedna z warszawskich szkół dla kobiet, promujących zajęcia Body&Mind. Litości.

A potem słyszę, że kogoś po pilatesie kręgosłup napierdalał.

Z jednej strony cieszę się, że jestem kompetentna w tym co robię. Z drugiej chce mi się wyć i rwać włosy z głowy, bo banda niekompetentnych kretynów i kretynek psuje markę naprawdę dobrym ćwiczeniom, które - jeśli prowadzi je dobrze wyszkolony nauczyciel - poprawiają sylwetkę, samopoczucie i zdrowie w sposób nieomalże magiczny. O ile ciężką pracę można nazwać magią. A uwierzcie mi, tańczyłam, ćwiczyłam jogę, chodziłam na siłownię - nigdy się tam tak nie napracowałam, co na macie, kiedy już załapałam, o co w tym wszystkim chodzi.

Na razie nie mam jeszcze ochoty odpuszczać. Zresztą, nie bardzo mogę, bo nie mam innego sposobu zarabiania na życie, UM nie płaci mi aż tak dobrze, i nie po to wydałam jakieś ciężkie pieniądze na kształcenie się, żeby odpuszczać. Ale poziom frustracji zawodowej osiągam całkiem spory.

Jakby ktoś miał ochotę, to mam jeszcze trzy miejsca na warsztaty w przyszłą sobotę...

2 comments:

  1. Pamiętam jak niegdyś powiedziałaś mi, iż chęć pisania (i jego częstotliwość) uzależniona jest od czynników, hmm zewnętrznych. Wyszedłem z założenia, że ponownie pozytywny czynnik zewnętrzny wpływa na milczenie.

    Co do mieszkania gdzieś indziej niż u siebie. Pewnie dziwność tego uczucia przejdzie, jak już uznasz, że coś naprawdę Twojego zakorzeniło się w nowym miejscu (ja tak miałem z biurkiem kupionym do mieszkania Mo., które sprawiło, że poczułem się znacznie bardziej "u siebie").

    Co do pilatesa, to o niekompetencji w danej dziedzinie, która jest promowana na lewo i prawo rozmawialiśmy u nas w domu, gdy opowiadaliśmy Wam o "specjalistce od Zuki" publikowanej w "Wysokich Obcasach". I co z tego, że wszystko kobieta przekręca, skoro jest znana i dobrze się promuje. Ehh, szkoda gadać.

    Trzymaj się.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Pilates ćwiczyłam przez cztery lata. Miałam szczęscie do instruktorki, nauczyła nas poprawnej postawy, oddechu, potem ćwiczeń podstawowych itd. Dobre czasy się skończyły jak instruktorka poszła na urlop macierzyński. Na zastępstwo przychodziły tak zle przygotowane instruktorki, ze ja, stara baba miałam ochotę je poprawiać. Tę niekompetencję wytrzymałam rok, potem dałam sobie spokój z pilatesem w fitnes clubach. Cwiczę w domu, ale samemu ćwiczyć jest cholernie nudno.

    OdpowiedzUsuń na zawsze