Jakiś czas temu - chyba w okolicach lipca - postanowiłam, zachęcona tym kawałkiem, zapoznać się bliżej z panną Florencją i jej Maszyną. Kawałek przypominał mi to; nie dosłownie, ale poprzez ciąg odległych skojarzeń. Zaopatrzyłam się w debiutancką płytę formacji, posłuchałam, doszłam do wniosku, że dawno nie słyszałam czegoś tak odświeżająco brytyjskiego do szpiku kości i uznałam, że lubię.
Po czym Florencja i jej Maszyna nagrały drugą płytę. Wykorzystałam fakt, że dałam się omotać korporacji Chaosu i w sobotę wieczorem uczciwie kupiłam płytę w iStorze.
Wczoraj usiłowałam cały dzień przyszpilić emocje, które towarzyszą słuchaniu "Ceremonials". Byłam przekonana, że gdzieś już coś takiego słyszałam - nie chodzi mi tutaj o muzykę, tylko o uczucie, które towarzyszy słuchaniu jej. I właśnie sobie przypomniałam, ciągiem pewnych skojarzeń. Ciąg zaczynał się od: "Gdyby Tomek Beksiński żył, to by się w niej bez pamięci zakochał".
Bum. Olśnienie.
Miałam czternaście lat, a Tomek w Dwójce nadawał "The Lion and the Cobra" Sinead O'Connor. Łysa przeszła mi przez głowę jak huragan: nigdy wcześniej nie słyszałam takiego głosu i takich emocji. I mniej więcej tak się czuję, słuchając Florencji.
Druga płyta jest zdecydowanie lepsza od pierwszej, a pierwsza była bardzo dobra. Jest w niej coś, co przypomina mi konceptualne dokonania Genesis z Gabrielem, Kate Bush z okresu "Hounds of Love", a nade wszystko brytyjskie zespoły ze stajni 4AD, doprawionej U2. Duch Gabriela w ogóle unosi się nad tym albumem; nie tylko Petera, który założył Real World Records i przedstawił Zachodowi afrykańskie harmonie chóralne, których w "Ceremonials", przetworzonych, jest sporo, ale też Dantego Gabriela Rossettiego, tego od ruchu prerafaelickiego. Oraz jego siostry, Christiny Georginy, poetki.
Bo muzyka jest naładowana obrazami i cytatami literackimi. Oprócz oczywistych, czyli Virginii Woolf, o której śpiewają w "What the Water Gave Me", gdzieś na granicy czają się inne wariatki literatury anglosaskiej, te tworzące i te stworzone, na przykład śmiejąca się niczym hiena i podpalająca łóżka pani Rochester. I całe stada celtyckich duchów.
Po raz pierwszy w życiu mam uczucie, że gdybym umiała śpiewać i grać na jakimś instrumencie, to stworzyłabym dokładnie taką muzykę.
0 comments:
Prześlij komentarz