środa, 7 grudnia 2011
Kobieta, dieta, kultura, kontrola
W sobotę jechałam z moim mężczyzną autobusem i patrzyłam na młode kobiety, takie między siedemnastym a dwudziestym trzecim rokiem życia. A potem zaczęłam się zastanawiać, czy w mojej klasie licealnej i na moim roku na studiach były jakieś tak niesamowicie szczupłe dziewczyny.
W liceum była jedna. Miała na imię Kaśka i w trzeciej klasie zachorowała na anoreksję. Taką na pełnej kurwie: rok później, podczas matury, nie miała już dwóch trzecich włosów, porośnięta była albedo, a skórę miała szarożółtą. Wyglądała strasznie.
Na studiach było kilka chudzielców bez cycków i tyłka, obdarzonych takim, a nie innym materiałem genetycznym. Reszta z nas była normalnymi dziewczynami, oscylującymi wokół rozmiaru trzydzieści osiem. Standard. Jedyną osobą, która podczas studiów spektakularnie schudła z rozmiaru o dwa rozmiary za dużo do rozmiaru akurat byłam ja.
Normalnie jadłyśmy, paliłyśmy niezdrowe fajki, piłyśmy tuczące piwo i generalnie niespecjalnie przejmowałyśmy się wagą. Dopiero później, kiedy miałam już koło trzydziestki, zaczęłam spotykać się z coraz częstszymi przypadkami zaburzeń odżywiania i dążenia do osiągnięcia nawet nie perfekcyjnej figury, tylko idealnej wagi.
W tej chwili, kiedy się rozglądam, widzę dziewczęta, które są zupełnie zwyczajnie niedożywione. Ważą za mało w stosunku do swojego wzrostu i budowy - a uwierzcie mi, ja potrafię to ocenić od pierwszego rzutu oka.
Wczoraj widziałam się z moją przyjaciółką i tak nam jakoś zeszło na rozmowy o wadze i dobrym samopoczuciu związanym z tym, ile się waży i jak się wygląda. Ja się nie ważę od lat, bo po pierwsze: od lat ważę tyle samo, niezależnie od tego, jak wyglądam, a po drugie: dla mnie wyznacznikiem nie jest waga, a możliwość wykonania bardziej skomplikowanych ćwiczeń. Jeśli nie jestem w stanie paru rzeczy zrobić, oznacza to, że mięśnie mi zwiotczały i czas nad sobą popracować, żeby odzyskać ruchomość kręgosłupa. Oraz, bądźmy szczerzy, racjonalnie się odżywiać, bo to trochę woła o pomstę do nieba ostatnio.
I tak sobie pomyślałam, wracając do domu, że ta cholerna idealna waga, ten niedożywiony, upiorny wizerunek lansowany w mediach (ostatnio szczególnie urzekła mnie Anja Rubik, która waży co najmniej dziesięć kilo za mało - to nieretuszowany film zza kulis kręcenia reklamy dla Apartu), te szkielety obciągnięte skórą, które w normalnie zbudowanej dziewczynie, która ma biodra, cycki i dwadzieścia procent tłuszczu w ciele, zapewniającego normalną gospodarkę hormonalną i zdrowie, również psychiczne, wywołują poczucie winy, niższości i nieakceptacji swojego ciała, to kolejny sposób społeczeństwa na sprawowanie kontroli nad kobietami.
W kręgu kultury judeo-chrześcijańskiej kobieta zawsze musiała udowadniać, że nie stanowi zagrożenia dla społeczeństwa - wszak Biblia przypisywała jej wszystkie najgorsze cechy, to z jej winy Adam zeżarł jabłko, to ona namówiła go do złego. I tak dalej - nie wiem, kto pisał te bzdury, ale mogę sobie dość plastycznie wyobrazić, jakim był kłębkiem kompleksów, niedowartościowania i jak bardzo szukał wroga, na którym mógł się odkuć. Jak bardzo chciał kontrolować tę jedną kobietę, która mu tysiące lat temu powiedziała "Nie", albo znalazła innego, fajniejszego kolesia. Jeden mały, niedowartościowany knypek, który niestety należał do kasty kapłańskiej. I lawina ruszyła. Systemy kontroli kobiet, wymyślane przez następne tysiące lat, to w sumie majstersztyk socjotechniki. Bo wystarczyło wmówić pewnej grupie, że jest gorsza "z natury", a ona przekazywała to dalej swoim dzieciom. A tych, którzy czują się niepewnie, łatwiej jest kontrolować. Albo sprawić, by sami się kontrolowali - wtedy można spać spokojnie. Kobiety zapewniały przetrwanie grupy, rodząc kolejnych jej członków - zamknięcie kobiet w domach miało na celu zapewnienie sobie ciągłości genetycznej.
W latach sześćdziesiątych dwudziestego wieku kobiety przejęły wreszcie kontrolę nad swoją seksualnością i rozrodczością. Po pierwsze, rewolucja seksualna na Zachodzie pozwoliła im na otwarte wyrażanie swoich potrzeb, pragnień i tożsamości seksualnej, a także na odmowę gotowości seksualnej. Pigułka umożliwiła zaś regulację rozrodczości. Wykształcenie dało pieniądze i możliwość samostanowienia. Laicyzacja uwalniała kobiety z poczucia winy związanego z przekazem religijnym.
I wtedy pojawiły się kolejne systemy kontroli kulturowej. Udowodnij, że potrafisz się kontrolować. Pilnuj wagi. Nałóż sobie kolejny kaganiec, który sprawi, że będziesz czuła się nieadekwatna i zagrożona, bo przecież jeśli tyjesz, to oznacza, że sobie pobłażasz, nie umiesz się kontrolować, jesteś gdzieś poza marginesem kultury, jesteś - o mój Boże! - ... naturalna.
Kaja zwróciła mi wczoraj uwagę, że całkiem możliwe, że cała nasza kultura to wynik tego, że samce beta - te, które nie miały szans na pokrycie partnerki i rozmnażanie - wymyśliły sposoby emulowania samców alfa. O ile jednak samiec alfa nie potrzebuje kontrolować, bo ma autorytet wynikający z pewnego zestawu cech (żeby było zabawniej, nie tych, które się przypisuje "samcom alfa" w potocznym rozumieniu pojęcia, tylko tych w sumie odwrotnych), to samiec beta będzie kontrolował jak cholera, bo będzie przerażony, że swój status utraci. Kobieta byłaby w tym momencie jednocześnie obiektem pożądania, ale też wrogiem, mogącym odmówić tego, czego samiec beta tak bardzo chce. No i są też samice beta, zazdroszczące alfom dostępu do samców alfa.
Wychodzi, że nasza kultura to wytwór niedowartościowanych facetów i zazdrosnych bab. Przerażające.
Ale wracając do diety i terroru wagi. Mam wrażenie, że nasza kultura rzeczywiście właśnie przestaje się reprodukować i ledwie zipie. Dlaczego? Bo pojawił się w niej mechanizm, za pomocą którego samice wyłączają się z reprodukcji. Szansa na to, że dziewczyna z BMI niższym, niż 20 (to oznacza 20% tłuszczu w organizmie) zajdzie w ciążę, donosi ją i urodzi zdrowe dziecko, jest znacznie niższa, niż ta sama szansa dla kobiet z BMI między 20 a 25, a nawet lekko otyłych.
To tak w ramach luźnych rozmyślań nad mechanizmami kontroli i reprodukcji ustalonego porządku.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 comments:
Prześlij komentarz