piątek, 27 stycznia 2012

Imaginarium

 Oglądanie świata poprzez trochę wypaczoną soczewkę czasami owocuje objawieniami.

Moje przyszło dzisiaj, podczas lektury pierwszych strom Miasta i miasta Chiny Mieville'a. Mieville opisywał coś, co sprawiło, że pomyślałam, że czas wyjechać z tego kraju, który jest tak beznadziejnie homogeniczny, taki sam, pozbawiony wyznaczników, symboli, jakiegoś świadectwa przynależności. A potem zaczęłam patrzeć na pokój, który zamieszkujemy, a głównym jego umeblowaniem są książki.

Niewycyklinowana stara dębowa albo jesionowa klepka, krzesło przy stole, które trzeba wyrzucić, bo więcej złego naszym kręgosłupom robi, niż dobrego, kuchnia, która trzeba pomalować, szafa w korytarzu, którą trzeba kupić, żeby powkładać do niej rzeczy, które mamy. Mało ich mamy, poza książkami, których mamy dużo. A część moich w Poznaniu. Trzydzieści metrów kwadratowych dla dwóch osób, w trakcie tworzenia, i osoby, i metry.

Ciekawe, czy ktoś by przyszedł i sfotografował tę przestrzeń dla jakiegoś magazynu o wnętrzach? Nie za bardzo - ani nie mamy pięknego parkietu z egzotycznego drewna, ani jakichś niewiarygodnie drogich mebli od światowej sławy designerów (a moglibyśmy, bo siostra mojego mężczyzny jest designerką. Bardzo dobrą designerką), ani nie wiadomo czego jeszcze. Mamy za to coś na kształt znaku "Majusia approves", czyli siostra mojego mężczyzny uważa, że ładnie nam się udało urządzić, choć nie poszliśmy za jej radą i nie zdemolowaliśmy ścian.

No tak, ale w gazecie ani w blogu wnętrzarskim by nas nie pokazano.

I wtedy nastąpiło sprzężenie paru informacji, kołatających się od pewnego czasu po mojej głowie. Niedawno mój znajomy napisał i wnętrzu z jakiegoś magazynu, że jak on na to wszystko patrzy, to żal mu dupę ściska, bo te mieszkania są takie nieprawdziwe. Na wysoki połysk, do zdjęć, do oglądania, nie do życia. Symulakrum.

To dolega naszemu krajowi. Symulakrum. Tworzymy na siłę obraz, odwzorowanie, iluzję świata, który był przez lata niedostępny, a teraz na siłę i na szybko chcemy go zbudować, ale to tylko iluzja, jak kult cargo. Jak wyrastające w dżungli amazońskiej katedry, budowane przez konkwistadorów, nie pasujące ani do miejsca, ani do czasu. Naciągnięte na cały kraj prześcieradło z mapą kraju. Ma być ładnie, ma być drogo, ma być zachodnio, ma być... no właśnie, jak ma być?

Ludzie miotają się, jakby im kto pieprzu na ogon nasypał, szukają tożsamości, próbują wpisać się w nurt ładniedrogozachodnioplazmanaścianienowysamochódkomputerchujwieco, a jak się nie wpisują, to się frustrują, jak się frustrują, to się różne rzeczy dzieją za oknami albo w radio. Nie mają pojęcia, kim są, definiują się poprzez posiadane lub nie posiadane rzeczy, albo poprzez to, czy te rzeczy kiedyś kupią. Albo przez to, czy są albo nie są u władzy, albo przez to, czy są albo nie są w mediach. Z obłędem w oczach ścigają jakąś wymyśloną postać, którą chcą być, wykreowaną poprzez konglomerat ładnych obrazków dookoła.

Koyanisqaatsi. Zupełnie bez sensu.

4 comments:

  1. Na szczęście w moim otoczeniu- tym bezpośrednim- opisani przez Ciebie ludzie to właśnie dziwność i ewenement, byt nie występujący niemal, do poziomu wyciągnięcia lupy i bacznego studiowania z naukowym zainteresowaniem. Wiem, że rzesze takowych zaludniają świat, ale to musi być w innej dzielnicy :D

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. A ja uwielbiam domy z gazet/katalogów. Ale ja jestem niekontrolowaną pedantką, control freakem i do tego jak się okazje interia-fashionista, co pewnie sporo w tej kwestii wyjaśnia. Marzy mi się takie idealne, wręcz nienaturalnie perfekcyjne mieszkanie.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. Ja tam bym nie demonizowała. Z domami jak ludźmi, są ciekawi i ci jakby mniej. Ja tam uwielbiam mój domek, choć pewnie kto inny by powiedział: fuj!. Do sąsiada się nie przeprowadzę, bo ma biały gres na podłodze i czerwoną kuchnię high-tech, ale już jego łazienka mi się podoba bardziej od mojej:) Masz rację, że rodacy zachłyśnięci trochę tym, co im się z luksusem kojarzy. Że jak drogo, to znaczy lepiej i na pewno ładniej. To minie, bo to efekt siermiężności czasów, w których dorastali. Tej szarości i bloków z deski. To minie.

    OdpowiedzUsuń na zawsze